Korporacyjna dobroczynność = korporacyjna władza

Cynthia Peters
TeleSUR TV
Wtorek, 22 grudnia 2015

Czy Mark Zuckenbetg jest rzeczywiście filantropem? ©Reuters

Omawiałam z przyjacielem wszystkie straszne konsekwencje decyzji Marka Zuckerberga i jego żony w związku z ich postanowieniem „rozdania” 99% swoich udziałów w Facebooku. Pieniądze nawet nie pójdą do organizacji charytatywnej, powiedziałam mu. Będą przekazane do spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (LLC), gdzie mogą być używane do generowania większych zysków. „Jakkolwiek źle to wygląda” – powiedział mój przyjaciel – „może być gorzej.” Tak, to prawda. Jak bardzo „gorzej” może być? Pozwólcie, że to przedstawię:

1. Ulgi podatkowe na ulgach podatkowych

Korporacje i bogaci ludzie płacą znacznie mniejsze podatki niż kiedyś. Co oni robią z tymi wszystkimi nadwyżkami, które płacili kiedyś do kasy publicznej? Cóż, w przeważającej części, te kwoty pozwalają im na dalsze bogacenie się, jak widać to w rosnącej nierówności dochodów w USA. Ponadto, mają w kasie więcej gotówki do tworzenia fundacji, które zapewniają wygodne schronienie podatkowe dla wzmiankowanej gotówki, co znowu zmniejsza kwoty płacone do kasy publicznej. Mark Zuckerberg, na przykład, jest jednym z 10 najbogatszych ludzi na naszej planecie, ale poprzez przeniesienie jego akcji do spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, a następnie instruowania rzeczonej spółki w kwestii ich dysponowania, unika płacenia podatków od swoich dochodów. Zaś “organizacja charytatywna”, której je przekazuje może zachować te zasoby lub je sprzedać, w każdym przypadku nie płacąc podatków od wszelkich dochodów. Tak więc, możliwym jest, że ten ogromny majątek dalej służył będzie generowaniu zerowych podatków.

2. Oligarchia staje się silniejsza

Fundacje są nie tylko biernymi, wolnymi od podatku przystaniami, gdzie bogaci mogą ulokować swoje bogactwa. Ludzie, tacy jak Zuckerberg, mają moc decyzyjną nad tym, co dzieje się z tym bogactwem. Wcześniej, gdy bogaci wpłacali bardziej sprawiedliwy udział do publicznej kasy, to społeczeństwo odgrywało większą rolę w podejmowaniu decyzji, jak te pieniądze powinny być wydane. Było to oczywiście dalekie od ideału, ze względu na niski poziom funkcjonującej demokracji, w której bogaci mają rażąco nieproporcjonalną rolę w podejmowaniu decyzji publicznych, ale to było coś. Marsze bezrobotnych z 1930 roku, ruch praw obywatelskich z 1960 roku i ruch praw opieki społecznej z 1970 roku stanowiły przykłady publicznego nacisku na rząd w celu alokacji zasobów zgodnie z potrzebami społeczeństwa.

Obecnie, co powinno nas zmobilizować, ten tort kurczy się coraz bardziej. Nawet media korporacyjne są zaniepokojone tym, co to mówi o naszej demokracji. Jesse Eisinger z New York Times’a napisał: „Zamiast zbyt szczodrze obdarzać pochwałami Pana Zuckerberga za to, że wydał komunikat prasowy z pewną obietnicą, powinniśmy zastanowić się w jakim społeczeństwie chcemy żyć. Kto powinien finansować nasze ogólne potrzeby społeczne i w jaki sposób?”

3. Demokracja dostaje łupnia

Rząd zawsze wykorzystywał sieć bezpieczeństwa socjalnego do regulowania życia ludzi biednych, kolorowych, jak i kobiet. Na przykład, zgodnie z opinią Felici Kornbluh i Gwendolyn Mink, w naszym obecnym programie pomocy społecznej “Tymczasowego Wsparcia dla Rodzin Potrzebujących” (TANF), „zapewnienie rzeczywistej pomocy finansowej pozostaje w cieniu nałożonych zasad i usług regulujących życie ubogich matek”. Jak się okazuje, pomoc rządowa, może być zakamuflowanym sposobem do zmuszenia ubogich ludzi do zaakceptowania nisko płatnej pracy, rezygnacji z wykształcenia, zawarcia związku małżeńskiego lub pozostania w nim. Mimo tak wysokiego stopnia kontroli, można mieć przynajmniej poczucie, że decyzje te są kwestią publicznej polityki społecznej i mogą być (i są) kontestowane w tym obszarze z różnym powodzeniem przez organizacje społeczne, w zależności od siły danej organizacji. Wystarczy jednak przenieść te uprawnienia decyzyjne na super-bogatych oligarchów a będziemy egzaltować się ich „hojnością” – ufundowaniu przez nich skrzydła szpitala, darowiźnie na rzecz szkoły kształcącej prawników, ich decyzji wyeliminowania malarii – nie zauważając, że są to rzeczy, o których my wszyscy powinniśmy podejmować decyzję, prowadząc gruntowną i otwartą debatę oraz uczestnicząc w transparentnym i ogólnodostępnym procesie decyzyjnym.

4. Public relations to bonanza dla kapitalizmu

Wraz ze wzrostem skrajnych nierówności w obszarze bogactwa, pojawiła się ekstremalna filantropia. The Economist nazywa to „zwyżką niepokojąco nierównego podziału bogactwa”. Zupełnie jakby podejmowanie decyzji przez bogaczy o wydzielaniu zasobów maskowało fakt, że ci sami ludzie kontrolują większość tych zasobów. A z całą pewnością je kontrolują. Najbogatsze 3 procent rodzin w USA posiada ponad dwa razy więcej niż pozostałe 90 procent społeczeństwa łącznie. Jeszcze bardziej szokujące jest to, że USA są domem dla jednej dziesiątej najbiedniejszych ludzi na świecie, zgodnie z danymi opublikowanymi niedawno w Global Wealth Databoook 2015. „To wydaje się niemożliwe”, mówi Paul Buchheit na Inequality.org. „To wymaga przyjrzenia się danym po raz drugi, a potem trzeci. Ale to prawda. W najbiedniejszym decylu populacji na świecie (dolne 10 procent), 1 z 10 stanowią Amerykanie… Niewiarygodne, prawie 50 milionów z 243 milionów dorosłej populacji Ameryki jest częścią najbiedniejszych 10 procent świata”.

I wiecie co? W pewnym momencie, można być już tak bogatym, że nie jest się w stanie kupić kolejnych prywatnych odrzutowców, jachtów czy tropikalnych wysp. Jeśli bogaty człowiek, który osiąga ten punkt, zaczyna rozdawać część swego majątku, to niekoniecznie zasługuje na pochwałę. Jest to moment, w którym powinniśmy zapytać: jak mogliśmy do tego dopuścić? Co dzieje się w naszym społeczeństwie, że jedna osoba ma nawet $45 mld „do rozdania”, a tymczasem 50 milionów Amerykanów nie ma nic, by przetrwać kolejny dzień? Decyzja Zuckerberga, by wydzielać pieniądze na projekty, które on uzna za godne, używać ich do finansowania reklam politycznych oraz propagowania polityki, która pomaga utrzymać status quo, by mógł utrzymać pozycję bogacza, nie czyni Zuckerberga ciepłą i milusią twarzą kapitalizmu (choć wiele mediów korporacyjnych usiłuje to w ten sposób przedstawić). Wręcz przeciwnie. Zarówno jego skrajne bogactwo, jak i jego ekstremalna filantropia, stanowią przykłady sposobów, dzięki którym kapitalizm może nieustannie transferować bogactwo do już bogatych wraz z coraz większymi uprawnieniami decyzyjnymi, maskowanymi pod postacią altruizmu.

***

Komentarz: W zasadzie nazwisko Zuckerberga można zastąpić każdym innym nazwiskiem „wielkich filantropów”. Ot, dla przykładu, Billa i Melindy Gates. Uzasadnienie przedstawione przez Autorkę nie tylko dalej jest właściwe, jest nawet bardziej wiarygodne…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii tłumaczenie i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s